–– A gdzie Pan był pod czas wojny?

–– Za rok przed wojną udało się mi wstąpić do szkoły rzemieślniczej. Więc kiedy Niemcy już podchodzili do Kijowa naszą szkołę ewakuowano na Urał, miasto Niżnij Tagił.

–– I co Pan tam robił?

–– Tam już nie było szkolenia, lecz tylko prac. Pracowałem na obrabiarce. Wyrabiałem części do czołgów i samolotów: tuleje, panewki, piasty różne...

–– No i powrócił Pan do Kijowa...

–– Powróciłem do matki, do jej mieszkania przy ulicy Uryckiego. Miałem wtedy 19 lat i medal za zwycięską pracę pod czas wojny. Więc wstąpilem do szkoły rzemieślniczej przy zakładzie przemysłu obronnego. A było wtedy takie rozporządzenie, że jeśli młody czlowiek nie pracował i nie uczył się, – wysyłano na Donbas, na kopalnie.

No i potem 42 lata odpracowałem w obronnym przedsiębiorstwie ślusarzem, pracowałem na składaniu aparatury specjalnej.

–– Czy po powrocie do Kijowa w 45–tym odczuwał Pan zainteresowanie do własnej polskości?

–– Szukalem Polaków. Po pewnym czasie zorganizowaliśmy wokół takiej kaplicy w Swiatoszynie, przy ulicy Druga Prosieka. To już był rok 1946. Wtedy Swiatoszyn uważano faktycznie za miejscowość podmiejską i w ciągu pewnego czasu nikt nas nie czepiał się ze strony władz.

Ja pomagałem w organizowaniu, uczestniczyłem w różnych sprawach merytorycznych, rozkleiłem na słupach ogłoszenie, że polskie towarzystwo zaprasza chętnych do kaplicy, a zwłaszcza prosimy zawiadomić jeżeli kto ma fisharmonię.

Zewsząd przynieśli nam osiem tych instrumentów! Tyle że musiałem z nich, przeważnie zepsutych, zrobić jeden normalny, a inne porąbałem na drwa. No i zaczęli się zbierać tłumy na śpiewy, na modlitwy...

–– Jaki to był rok?

–– 1947–my. Dusze nasze rozkwitały. Ale po pewnym czasie informacja o naszej działalności kulturalno–oświatowej, religijnej, narodowościowej widocznie zainteresowała pewnych funkcjonariuszy na „górze” i wtedy nam zabroniono zbierać się, a kaplicę zamknięto.

–– Nikogo nie pzreśladowano?

–– Przestraszyliśmy i siedzieliśmy cicho. Ale po śmierci Stalina stopniowo ocknęliśmy, a dalej zaczęliśmy pisać listy, prosząc o zezwolenie zbierac się na modlitwy. Znalazł się dobrodziej, który zaproponował swój domek na kaplicę przy ulicy Szepetowskiej.

Zezwolono, ale ksiądz dojeżdżał aż z Odesy tylko dwa razy na rok – na Boże Narodzenie i na Wielkanoc. Tłumy do spowiedzi, do chrztu, do ślubu. I wszystko musi być załatwione w ciągu trzech dni. Taki przedział, taki rozkaz. Więc zawsze czekaliśmy tego księdza jak lekarstwa. No i dalej juz był słynny ksiądz Jan Krapan z Łotwy, a potem przysłano ojców Karmelitów i...

–– ...i teraz mogę powiedzieć panu, panie Konstancie, że wtedy właśnie ja przygotowałem i osobiście załatwiłem w urzędzie państwowym prawniczą rejestrację parafii rzymsko–katolickiej przy ulicy Szepetowskiej. Wszystko – statut, adres, pieczątkę i konto bankowe. Powiem więcej: załatwiłem sprawę w taki sposób, że dało się położyć na konto parafii trzy miliony rubli (jeszcze do kuponów)...

–– Nie znaliśmy się wtedy, ale bardzo mi miło, że właśnie pan, panie Eugeniuszu, przyjął ode mnie sztafetę dobrych spraw na rzecz odradzającej się polskości w Kijowie.

Natomiast ja, od tego momentu jak tylko kościół p. w. św. Aleksandra był przekazany parafii, w ciągu dwóch lat przychodziłem tam pomagać w pracach przebudowy i renowacji, by po sowieckim plądrowaniu świątyni powrócić jej pierwotną sakralną treść i odpowiedni kształt. Czasem przychodziłem z pracy zmęczony i głodny, ale z wielkim zadowoleniem z powodu że jeszcze o jedno piętro udało się oczyścić świątynię.

–– No i jak Panu leci teraz?

–– Jestem na emeryturze. Do nowego 2008 roku otrzymywałem ponad 600 grywien, a teraz, kiedy rząd Julii Tymoszenko uporządkował wypłaty, otrzymuję ponad 1000. Cieszę się, bo mam dwie córki; jedna z wnukiem mieszka ze mną, a druga ma troje dzieci i wybudowaqła dom poza Kijowem.

–– Czy ma Pan rodzinę w Kraju?

Mam rodzinę – dzieci mego brata ciotecznego i jeszcze druga... Oni mieszkają na Śląsku, w Mysłowicach. Często do nich jezdzimy. Pracują w strefie prywatnej, wybudowali dom.

–– Czy wyrabia sobie Pan Kartę Polaka i co to oznacza dla Pana?

–– Już przyjęto dokumenty i w Konsulacie obiecali, że w maju otrzymam Kartę. Ale, proszę Pana, ja cieszę się że nie tym jednym wydarzeniem, a tym że na co dzień potrafię służyć polskosci na Ukrainie.

Pomagam w niezbędnych sprawach w Domu Polskim, jestem czlonkiem Komisji Rewizyjnej FOPnU, biorę czynny udział we Mszy Świętej i w sprawach naszej parafii św. Mikołaja. Wprost cieszę się z życia! I również cieszę się z gazety „Dziennik Kijowski”!

–– W imieniu naszej Redakcji dziękuję Panu, panie Konstanty, za wywiad, za miłe słowa pod adresem naszej gazety i życzę Panu cieszyć się z tego życia do stu lat!

 

Rozmowę prowadził i zanotował,
oraz zdjęcie utrwalił na kliszy
Eugeniusz GOŁYBARD


Strona: [1] | [2]




[Kto MY jesteśmy? / Хто МИ такі?] [Szukajcie – znajdziecie / Шукайте – знайдете] [Schemat strony internetowej / Схема Інтернет–сторінки][Log In]
2012 © Wszelkie prawa zastrzeżone - Eugeniusz Gołybard